Żyje w Nowym Jorku od dwudziestu trzech lat. Mieszkam na bogatej ulicy. Mam piękny dom. Jestem początkującą modelką po studiach prawniczych. Mam niezły styl. Nie narzekam na brak zainteresowania ze strony mężczyzn. Niczego mi nie brakuje, a moje zachcianki zawsze się spełniają. Aż do dzisiaj.
Przez jedną głupią noc zostaję mężatką, w dodatku z jakimś pożal się Boże aktorem. Problem jest też to, że muszę z nim zamieszkać. Dodatkowo każdy nasz krok śledzi prasa. Udawanie szczęśliwej robi się nudne. Ale może z czasem nie będę musiała udawać. Może naprawdę się zakocham...ale przecież to głupie. W moim życiu nie ma miejsca na mężczyzn, którzy chcą zostać na dłużej niż jedną noc, a co dopiero na miłość. Nie ma miejsca nawet na tak przystojnego mężczyznę jak mój mąż.
Czy z wariackiego ślubu może wyjść coś dobrego? Czy dwie całkowicie różne osoby są w stanie zmienić swoje własne życie i przyjąć miłość? A może znienawidzą się przez to, że cały czas muszą udawać?